Przejdź do treści

Wiedza zostaje na parkingu, czyli czego nie znajdziesz w żadnym raporcie sprzedażowym

· Zespół Innovatiki · 4 min czytania

Dlaczego produkt się nie sprzedaje, skoro raporty sprzedażowe i CRM pokazują wszystko? Bo pokazują wynik, a nie powód. Ten znajdziesz w wiedzy handlowców z terenu. Z artykułu dowiesz się, jakie cztery rodzaje wiedzy rynkowej gubią się po drodze do zarządu, jakie trzy bariery je blokują i jak zacząć je zbierać.

Handlowiec wychodzi ze spotkania z klientem. Wsiada do auta, otwiera laptopa i wpisuje do CRM trzy słowa: „klient niezainteresowany, cena". Zamyka laptopa i rusza do następnego punktu.

W tych trzech słowach nie ma nic z tego, co naprawdę się wydarzyło. A wydarzyło się dużo. Klient przez pierwsze dziesięć minut mówił o czymś innym, dał do zrozumienia, że konkurencja obiecała mu wyższą marżę, potem rzucił zdanie o tym, że Wasz produkt „schodzi wolniej niż rok temu i nie wiadomo dlaczego". Handlowiec to wszystko usłyszał, zapamiętał, poukładał sobie w głowie i skondensował. I nic z tego nie trafi wyżej, bo w formularzu CRM nie ma pola na „co klient naprawdę myśli".

Ta scena powtarza się w każdej firmie handlowej kilkadziesiąt razy dziennie. Najcenniejsza wiedza rynkowa, jaką macie, zostaje na parkingach przed sieciami detalicznymi, zanim ktokolwiek zdąży ją zebrać.

Raport pokazuje wynik, nie powód

System sprzedażowy jest zbudowany po to, żeby mierzyć. Ile sztuk, za ile, w jakim czasie, z jaką marżą. To są rzeczy policzalne, porównywalne między okresami i między handlowcami, więc trafiają do raportu i na ich podstawie zapadają decyzje.

Powód, dla którego te liczby wyglądają tak a nie inaczej, jest niepoliczalny. Dlaczego klient się zawahał, co go tak naprawdę zniechęciło, jaki argument konkurencji okazał się skuteczny. Tego nie da się wpisać w pole „status transakcji", więc się tego nie wpisuje. Nie dlatego, że handlowcy są leniwi albo że system jest zły. Po prostu narzędzie zaprojektowano do rejestrowania wyniku, a nie do wychwytywania powodu.

Skutek jest taki, że zarząd dostaje precyzyjny obraz tego, co się stało, i zero informacji o tym, dlaczego. A kiedy sprzedaż spada, pytanie „dlaczego produkt się nie sprzedaje" jest jedynym, które naprawdę się liczy. Odpowiedź na nie istnieje. Tylko nie w raporcie.

Cztery rzeczy, które wie handlowiec, a nie wie zarząd

Nazwijmy po kolei, jaka wiedza codziennie przechodzi przez zespół handlowy i nie zostawia śladu w żadnym systemie.

Prawdziwy powód odmowy. W raporcie widnieje „cena". W głowie handlowca jest pełna wersja: że nie chodzi o samą cenę, tylko o to, że przy tej cenie produkt nie ma historii, którą klient mógłby sprzedać dalej klientowi. To dwie różne informacje prowadzące do dwóch różnych decyzji.

Ruchy konkurencji, zanim pokażą je dane. Handlowiec widzi nowy listing konkurenta, zmienioną cenę i świeżą ekspozycję tygodnie wcześniej, nim rynkowy raport to zarejestruje. Chodzi po tych samych sklepach co konkurencja i czyta półkę na bieżąco.

Co mówi klient przy półce. Podczas wizyt w sklepach handlowiec słyszy i widzi, jak ludzie reagują na produkt, po co sięgają zamiast niego, co ich zatrzymuje. To obserwacja zachowania, nie deklaracji.

Które argumenty działają. Każdy handlowiec przetestował firmową narrację produktu setki razy w realnych rozmowach. Wie, które zdania otwierają kupca, a które wywołują wzruszenie ramion. Ta wiedza nie wraca do marketingu, który te argumenty sformułował.

To jest mapa wiedzy, którą firma ma pod nosem i której nie używa. Cztery rodzaje informacji, każdy istotny dla decyzji o produkcie, i żaden nie mieszczący się w kratkach raportu.

Dlaczego ta wiedza nie płynie w górę

Skoro jest tak cenna, czemu zostaje na parkingu? Składają się na to trzy bariery:

Nie ma gdzie. Formularz nie przewiduje miejsca na obserwację jakościową, a nikt nie będzie pisał eseju w polu, które tego nie oczekuje.

Nie ma po co. Jeśli przez trzy lata nikt nie zapytał handlowca, co myśli o przyczynach spadku, to na czwarty rok sam z siebie tego nie napisze. Wiedza, o którą nikt nie prosi, przestaje być zgłaszana.

Nie ma bezpiecznej formy. Powiedzieć wprost „nie sprzedaję tego, bo nasz produkt jest po prostu gorszy od konkurencji" to dla handlowca ryzyko. Brzmi jak przyznanie się do własnej porażki albo jak krytyka firmy przy szefie. Więc zamiast tego pada bezpieczne „cena".

Ta trzecia bariera jest ważniejsza niż się wydaje, bo dotyka różnicy między tym, co ludzie mówią, a tym, co wiedzą. 

Jak wygląda firma, która słucha terenu

Kiedy wiedza z terenu regularnie trafia na górę, zmienia się kilka rzeczy naraz. Reakcja na ruch konkurencji przychodzi na podstawie bieżącego sygnału, nie po zakończonym kwartale - na podstawie wykresów z raportu. Decyzje o produkcie zapadają w oparciu o powód, a nie tylko o liczbę. A handlowcy, którzy widzą, że ich obserwacje mają znaczenie, zaczynają je zgłaszać, bo pierwszy raz ktoś naprawdę o nie zapytał.

Klucz jest w tym ostatnim: ludzie dzielą się wiedzą, kiedy pytanie jest zadane tak, że zgłoszenie prawdy nie kosztuje. Nie na wspólnej odprawie, gdzie liczy się, jak się wypadnie przy szefie, ale w sposób, który zdejmuje ryzyko z mówienia rzeczy niewygodnych.

Wiedza, która rozwiązuje pytanie „dlaczego produkt się nie sprzedaje", jest w Waszej firmie już teraz. 

Chodzi po sklepach, siedzi na spotkaniach z kupcami, wraca wieczorem z trasy. Nie trzeba jej kupować na zewnątrz. 

Trzeba ją tylko zebrać!

← Wszystkie artykuły